Od 2009 roku nie przepracowałem ani jednego dnia.

Opowiem wam krótką historię jak to się stało, że z czystym sercem wstawiam post o tak intrygującym tytule. Już na wstępie rozwieję wszelkie domysły o wygranej w totka lub wielkim spadku po bogatym wujku, nic z tych rzeczy nie miało miejsca.

Mieliście kiedyś pracę do której chodziliście jak za karę, aby tylko odbębnić ustaloną ilość godzin, absolutne minimum i jak najszybciej się zmyć. Drażnił was szef i jego przydupasy. Czy budziliście się rano ze słowami na ustach „kur** muszę iść do roboty”. Mnie się zdarzyło i to nie raz i nie dwa przed 2009 rokiem. W większej części przypominało to raczej niewolnictwo niż umowę o pracę, przełożonym brakowało tylko bata ale i tak nie omieszkali udowadniać na każdym kroku kto tu rządzi.

I tak streszczała się w kilku zdaniach moja kariera zawodowa, aż do magicznego 2009 roku. Odebrałem wtedy dyplom a co ważniejsze rozpocząłem po godzinach karierę freelancera. Doszedłem wtedy do nie banalnych wniosków. A mianowicie, że praca nie musi tak wyglądać. Nie musiałem długo się zastanawiać żeby stwierdzić, że lubię programować. Było to moje hobby i chętnie spędzałem przy tym każdą wolną chwilę. Decyzja o rzuceniu pracy i obranie nowego kierunku mojej kariery nie była łatwa, jednak przełożeni pomogli mi ją podjąć. Na tamten moment wydawać by się mogło, że była to katastrofa, jak na to patrzę w dłuższej perspektywie mam ochotę iść do byłego szefa i mu podziękować gdyż nieświadomie wykopał mnie z mojej strefy komfortu i zmusił do odejścia.

Oczywiście początki były trudne, nie było łatwo znaleźć pracy początkującemu programiście. Drastycznie spadły moje zarobki, zarabiałem mniej niż kasjerzy w Biedronce. Nie poddawałem się i w każdym miejscu próbowałem wyciągnąć jak najwięcej wiedzy i umiejętności. Okazało się, że programiści bardzo chętnie dzielą się wiedzą, trzeba tylko zadawać odpowiednie pytania. Poza tym już nie byłem niewolnikiem, praca sprawiała mi radość bo w końcu robiłem to co lubię a ludzie chcą mi za to płacić. Zatarła się granica między hobby a pracą.

Jakiś czas później doszedłem do kolejnych wniosków, a mianowicie, że mi to nie wystarcza. Chciałem pracy na własnych zasadach.

Praca na własnych zasadach.

Tutaj muszę was zaskoczyć, jestem raczej gdzieś na początku tej drogi. Rozpoczyna się od tego, że mam dość elastyczne godziny pracy. Pozwala mi to na dostosowanie pracy do moich zajęć dodatkowych a nie odwrotnie. Co mam na myśli ? jeśli praca będzie przeszkadzać Ci w życiu to zaczniesz mieć do niej pretensje i przestaniesz wykonywać ją z zapałem i przyjemnością. A dosłownie jeśli chcesz chodzić na zajęcia z Crossfit’u ale są w godzinach kiedy powinieneś być w pracy to ja zalecam przesunąć godziny pracy a nie rezygnować z zajęć.

Podsumowując

Zastanów się czy gdyby ktoś dał Ci w tej chwili 1 000 000 EUR to powrócisz do swojego aktualnego zajęcia? Jeśli odpowiedź brzmi tak to gratuluję, jesteś w odpowiednim miejscu. Jeśli natomiast odpowiedź brzmi nie zachęcam do przemyśleń czy jedyne życie jakie masz i ograniczony czas jaki dostajesz chcesz spędzić na wykonywaniu pracy której nie lubisz. Zanim wypowiesz argumenty zaczynające się od „ja muszę bo…” albo „ja nie mogę bo…” pomyśl przed kim tak naprawdę się tłumaczysz.